Zdjęcie

Jestem elske z miasta Warszawa. Jestem Qyperem od 29-10-2009

Dodaj do kontaktów

Wyślij komplement

Moja strona www:
www.myspace.com/mysummerofblue

Statystyki
  • Recenzje: 15
  • Znajomi: 4
  • Zaproszenia: 0
  • Zamieszczone zdjęcia: 62
  • Zamieszczone video: 0
  • Kategorie do miejsc: 21
  • Stworzone wydarzenia: 25
  • Meldunki: 0
  • Otrzymane komplementy: 22
  • Niesamowita osoba:0
  • Zabawna recenzja:0
  • Zgadzam się z Tobą:0
  • Napisz więcej:0
  • Niesamowity przewodnik:0
  • Super grupa:0
  • Niesamowity profil:1
  • Fajne zdjęcie:0
  • Dobrze napisane:1
  • Bardzo pomocne:20

NewbieBadge RookieBadge PioneerBadge PhotographerBadge InsiderBadge PhotojournalistBadge GigsterBadge

Pokaż moje wszystkie odznaki: 7


  • Zdjęcie użytkownika: marynakowalska
  • Zdjęcie użytkownika: mike-r
  • Zdjęcie użytkownika: Patryk S.
  • Zdjęcie użytkownika: mariolka_q

Pokaż całą listę kontaktów 4

Profil użytkownika elske na Qype

Kawiarnia Muzyczno-Artystyczna Czarny Kot - Płock

Stary Rynek 25, 09-400 Płock

26-01-2010

Niewielki klub na płockim rynku. Podzielony na dwa poziomy: na parterze kawiarnia, na piętrze klub muzyczny ukierunkowany na bluesa i jazz. Przyjemny dla oka wystrój. Drewiniane stoliki, fotele i kanapy. Półmrok. Wszystko w przytulnych brązach i beżach z nutką czerwieni. W części klubowej na suficie stare analogi (starannnie dobrane pod wględem zawartości muzycznej :)). Na ścianach zdjęcia i portrety znanych i mniej znanych (portrety malowane amatorską ręką, ale mają swój klimat). Niewielki bar we wnęce.
Publiczność przychodzi, żeby słuchać a nie napić się.

Scena całkiem spora jak na tak mały klub. Dobre oświetlenie. Kłopot z nagłośnieniem - niskiej jakości przody, mały powermikser, brak odsłuchów, jeden mikrofon średniej klasy, pozostałe niskiej. Lepiej więc zabierać własne. Mimo to klub zrobił na mnie bardzo sympatyczne wrażenie i jeśli będzie okazja na pewno zagram tam ponownie.

Piano bar - Warszawa

Chmielna 7/9, Warszawa

15-12-2009 (aktualizacja 27-01-2010)

Malutkie, ciasne miejsce. Niefortunne ustawienie stolików względem sceny (a właściwie miejsca do grania), ale chyba inaczej się nie dało - scena na dole, stoliki na podeście i odgrodzone aluminiowymi barierkami.
Na ścianach cała masa zdjęć muzycznych - tych bardziej i tych mniej znanych wykonawców. Drewniane stoliki i krzesła, klub trzyma klimat artystycznie zadymionego barku. Bez rozmachu, ale sympatycznie.
W poniedziałki i środy koncerty (głównie blues i pokrewne), piątek i sobota to DJ z muzyką z lat 80tych. Po koncertach live organizowane jam session.
Kibelki małe, ale czyściutkie.
Ceny umiarkowane.

Nagłośnienia praktycznie nie ma, warto przywozić swoje. Teoretycznie na stanie klubu jest elektryczne piano Yamaha (lekko zdezelowane) i perkusja, jednak z managerem trudno się dogadać, kiedy sprzęt będzie a kiedy nie. Akustyka na stanie nie ma, klub jest w stanie ściągnąć nagłośnieniowca ze sprzętem, ale może zażądać od Was za to pieniędzy. Oświetlenia właściwie nie ma, jeśli chcecie być widoczni bierzcie swoje. Miejsce do grania jest koło przejścia do toalety, więc trzeba się tak ustawiać, żeby nie blokować. Klub obecnie nie przewiduje lepiej płatnych koncertów.

Molly Malone`s Irish Pub - Warszawa

Rynek Starego Miasta 29/31, 00-272 Warszawa

30-10-2009 (aktualizacja 27-01-2010)

Lokalizacja pubu ciekawa - XV wieczne piwnice pod warszawską Starówką. Konsekwencją jest dziwny układ pubu, na ktory składa sie labirynt długich i niskich korytarzy. Ładnie dobrany do tego wystrój wnętrza. Niewielka scena, na której odbywają się koncerty w tym cykliczne co czwartkowe Soczewa Jam Session, na którym może zagrać kazdy kto ma instrument i potrafi sobie z nim poradzić ;). Niezła akustyka mimo niskiego i długiego pomieszczenia. Nad sceną zamontowany ekran na którym wyświetlane są koncerty gwiazd. Miła i sprawna obsługa.
Minusem jest kiepska wentylacja pomieszczeń - przy dużej ilości palaczy w pomieszczeniu momentami robi sie nieciekawie (ale ponoć pracują nad tym ;)).

Scena mała, z trudem mieszczą się 4 osoby. Dobre oświetlenie. Klub posiada własne nagłośnienie, całkiem znośne.

7 Grzechów - Bełchatów

Pabianicka 5, 97-400 Bełchatów

20-01-2010

Malutki klub w piwnicach pasażu handlowego lub czegoś w tym guście. Bardzo fajny wystrój: zostawiono odrapaną cegłę, również z cegły wykonany bar. Półmrok. Niby losowo, ale konkretnie porozstawiana pewna ilość utrzymujących klimat przedmiotów: stara lampa, gilotyna, spore, wmurowane w ścianę akwarium z mrukiem (jeśli mi się ryby nie pomyliły). W części barowej proste niskie stoły i kanapy obite czerwonym skajem. W części "koncertowej" okrągłe stoliki i krzesła z oparciami z giętych prętów. Tam też pod sufitem podwieszone rzędy niebieskich lampek choinkowych co daje bardzo przyjemny dla oka efekt przechodzenia kolorów w knajpie: żółty-czerwony-niebieski. Podłoga z lekko połyskującej kostki brukowej. Słowem przed-piekiełko czyli czyściec ;).

Obsługa/właściciel wielce sympatyczna i bardzo gościnna.

Klimatu niestety ujmują toalety - co prawda czysto, jasno, ale brak zamków w drzwiach to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej...

Dla grających: sceny nie ma, gra się "na poziomie tlumu". Paczki wokalowe są i teoretycznie mikser też, ale chyba bardziej nastawiony na granie z DJ. Odsłuchów brak, akutyk nie istnieje. Generalnie lepiej jechać z własnym sprzętem. Dobrze też mieć własne oświetlenie, bo są reflektorki diodowe, ale świecą na plecy grających. Nie brać za bilety więcej niż 7-8 zł.

Cafe Grappa - Warszawa

Górczewska 67, Warszawa

15-12-2009 (aktualizacja 18-12-2009)

Fajne, klimatyczne miejsce - poczułam się jakby święta się zaczęły :).
Trafiłam przez przypadek w przerwie między próbą dźwięku a koncertem w Radio Luxembourg. Bo to przez ścianę. Więc tylko na chwilkę. Chwilka przeciągnęła się.

Wnętrze urządzone fajnie, z pomysłem, nawiązujące trochę do starych kuchni, trochę do drewnianego domu w górach. Trochę jakichś bibelotów, starych butelek, płonące świeczki - w pierwszy zimowy wieczór tego roku zrobiło to na mnie bardzo przyjemne wrażenie.

Jadłam pizzę - jeśli reszta potraw trzyma podobny poziom to gratuluję. Po prostu świetna. Ciasto w sam raz - ani za grube, ani za cienkie, idealna ilość sera - nie tłumi smaku pozostałych dodatków. Sosy w idealnych proporcjach - w pomidorowym czuć zapach oregano, majonezowy nie zabija czosnkiem.

Przyjemnym akcentem była filiżanka do herbaty - taka w sam raz i z cienkiej porcelany, dzieki czemu w palcach można było poczuć przyjemne, rozgrzewające mrowienie. Zadziwiające jak mało restauratorów zwraca uwagę na takie drobiazgi.

Obsługa miła, aczkolwiek nieco powolna, co może denerwować kogoś, kto ma pociąg za pół godziny :). Ja nie miałam, więc nie przeszkadzało mi :).

Ceny moim zdaniem umiarkowane.

Radio Luxembourg - Warszawa

Górczewska 67, Wola, 01-404 Warszawa

15-12-2009

Hm. No i gdzie ta rokendrolowość - chciałoby się zapytać.

Wchodzi się jak do pudełka. Przez wycięte drzwi i juz jesteśmy w kartonie. Pomieszczenie podzielone na dwa - w większej części scena, w mniejszej zdaje się szatnia, ale cholera wie, bo szatniarza nie było.

Wystrój - ojjj. Ściany czerrrrrrrrrwone, "stylowo" odrapane od góry do dołu (zakładam, że celowo). Gdzieś tam plącze się jakiś wizerunek Braci Blues, ni przypiął ni przyłatał. Na dłuższej ścianie bar, ani zachęcający ani klimatyczny ani super wyposażony. Przeciwległa ściana z cholera wie czego - blacha falista albo co? Sufit - dżizas! Chyba były jakies panele, teraz spomiędzy metalowej kratownicy zwisają sobie i powiewają kabelki.

Wrażenie pudełkowatości potęguje brak czegokolwiek na scianach - jakiegoś złamania tej przestrzeni, czy coś w tym stylu - nic, zero. Tylko czerwone i jakieś czarne niby grafitti na tym.

Podłoga - beton. Serio. Czysty, zdrowy beton.

W tym wszystkim zupełnie od czapy stylowe skórzane fotele i drewniane ławy z zawijasami. Wszystko to wygląda tak, jakby ktoś nie miał kompletnie pomysłu na ten klub. Albo stwierdził, że jak ludzie przyjdą to nie będzie widać. Albo się przejechał z kasą i nie stać go na doprowadzenie inwestycji do końca.

Ogrzewanie to koza. Dla nie znających tematu to taki metalowy piecyk na węgiel - w rogu sali. Więc w klubie zimno.

Kible TRAGICZNE!!!!. Jak można wpaść na pomysł zainstalowania kolorowych żarówek w miejscu, gdzie się kobiety malują?? Lustro zaklejone naklejkami. W męskim kiblu brak desek klozetowych. O braku papieru, mydła nawet nie wspomnę. Ciasno jak w szafce na buty. Na kafelkach wspomnienia poprzednich użytkowników.

Scena... no, faktycznie - duża. Obsługa nie potrafi (albo nie chce) włączyć rampy, więc zespół jest oświetlany od tyłu. Do podłączenia sprzętu służy JEDNO gniazdko elektryczne, skutek to skoki napięcia - grającym nie muszę mówić jak to fajnie działa na sprzęt.
Schody na scenę nie przewidują posiadania przez użytkowników obcasów czy też broń Boże krótkiej, obcisłej kiecki - stopień ma pół metra.

Ogólnie - zawiodłam się, jestem na nie.

prlklub Droga Elske,

Klub jest w trakcie generalnego remontu, który wynikał z wieloletnich zaniedbań poprzednich włascicieli. Cóż, wiąże sie to z pewnymi utrudnieniami, ale jak mówią "klimat miejsca tworzą ludzie". Co do wystroju to mogę przekazać same dobre wiadomości dziś np. zakończono remont łazienek, mamy już nowe nagłośnienie. Zapraszam więc do ponownej wizyty i proszę następnym razem nie oceniaj nas tak pochopnie uwierz pozory mylą:))

Armia Zbawienia - Warszawa

Ząbkowska 23/25, 03-736 Warszawa

15-12-2009

Kościół Armii Zbawienia w Rzeczypospolitej Polskiej. Co pewien czas odbywają się tam niewielkie koncerty.

Restauracja Ogródek - Starogard Gdański

Lubichowska 82, 83-200 Starogard Gdański

21-11-2009

Niby restauracja (rewelacyjny schabowy, tylko kto wymyślił, żeby do surówki z marchewki dodawać kukurydzę?), ale tak nie do końca. Wieczorami zamienia się w klub muzyczny z niezłym dorobkiem i fantastyczną publicznością. Preferowanym gatunkiem z tego co wyczytałam jest blues i blues rock, ale zdarzają się też inne koncerty. Organizowane są też imprezy karaoke.

Wystrój typowo reastauracyjny - stoły, kwiatki i takie tam. Dwie sale, koncerty odbywają się w większej. Szatnia w korytarzu między salami, ale nie pilnowana. Kibelki nieduże, czyste, ale bez rewelacji. Ceny umiarkowane.

Info dla grających: scena malutka w rogu sali, zbita z płyt MDF czy czegoś w tym stylu. Mieszczą się cztery osoby, pozostali stoją obok. Oświetlenie to jeden reflektor, więc jeśli możecie to bierzcie swoje. Akustyk jest, ale zdecydowanie sobie nie radzi a nawet jeszcze gorzej - przeszkadza. Klub załatwia swoje nagłośnienie wokalu - paczek nie trzeba wozić. Na środku sceny dziura w sam raz na damski obcas (tak, moja noga jeszcze trochę boli ;P).

Muzyczna Owczarnia - Szczawnica

Jaworki 18a, 34-460 Szczawnica

17-11-2009

Najcudowniejsze miejsce na Ziemi.
Jechałam bez przekonania, teraz śni mi się po nocach. O klimacie muzycznym już napisano, co do wnętrza to trudno je opisać, bo tam jest wszystko (czemu nie mialam apataru?!).

Zaczyna się od klimatycznego mostka, przez który przejeżdżaliśmy autem wypełnionym sprzętem (ponoć mieli go w lecie naprawić - w sumie szkoda). Potem zdziwienie: to TU? Zdziwienie znika po przekroczeniu progu i przechodzi w zachwyt. Niskie pomieszczenie, słabe światło sączy się przez małe, ozdobione witrażami okienka. Zamiast stropu - gałęzie świerku. Zamiast krzeseł - ławy przykryte owczymi skórami. Olbrzymi buzujący piec z kominkiem z ręcznie wykonanych kafli.

Wszędzie dusza Wietka - właściciela - na ścianach obrazy jego autorstwa. Mnóstwo zdjęć z autografami bardziej i mniej znanych, a drogich sercu. W bar gustownie wmeldowana bryczka. Wszędzie coś do poczytania, pooglądania. Na piętrze spanko i mini-galeria plakatu (z łóżkiem z baldachimem). Na dole prace plenerzystów, za nimi schowany Hammond B3. Trochę upaprany kot ocierający się o nogi. W zasadzie nic nie ma swojego miejsca i w każdej chwili może wyskoczyć na człowieka z któregoś półmroku. A przynajmniej tak się wydaje.

Myślę, że duszą tego miejsca jest ogromna serdeczność, jaką odczuwa się tuż po przekroczeniu progu. Zupełnie nie wierzę w karmy, aury i inne takie, ale tutaj COŚ jest. To miejsce zaprasza do środka i przytula. Jeśli tylko będzie mi dane wrócę tam na pewno.

Info dla grających by się przydało... scena stosunkowo niewielka, dobrze oświetlona, wyłożona dywanami, nagłośnienie, fortepian. Akustyk... hm... akustyk jest :D. Publiczność przychodzi tam SŁUCHAĆ a nie napić się.

Johnny Rocker Pub - Poznań

Wielka 9, 61-774 Poznań

30-10-2009 (aktualizacja 17-11-2009)

Klub mieści się w piwnicach poznańskiego Starego Miasta. Składa się z dwóch w porywach do trzech sal. Fajny wystrój wnętrza, szatnia, czadowe toalety. Z założenia miał być klubem promującym rocka i bluesa. Przez większość tygodnia odbywają się "imprezy taneczne", oprócz tego koncerty, jam session, klub organizuje też grupowe oglądanie piłki nożnej :). Dobra scena, spory parkiet. Przyjemna obsługa za barem, nieprzyjemny właściciel :). Można płacić kartą. Ceny umiarkowane.